Czynna ochrona przyrody, czyli dlaczego las potrzebuje gospodarza, a nie tylko obserwatora
W dobie powszechnego zachwytu nad „dzikością” coraz częściej słyszymy głosy, że najlepszą formą ochrony przyrody jest całkowite pozostawienie jej w spokoju. To piękna, romantyczna wizja, która jednak brutalnie zderza się z rzeczywistością XXI wieku. Nasze lasy nie są już odciętymi od świata, pierwotnymi puszczami, lecz wyspami otoczonymi autostradami, monokulturami polowymi i rozrastającymi się osiedlami. W takim środowisku równowaga biologiczna jest mitem, a natura, pozostawiona bez mądrego wsparcia, często zaczyna zjadać własny ogon. Tu właśnie wchodzi pojęcie czynnej ochrony przyrody – mrówczej, często niewidocznej i ciężkiej fizycznie pracy myśliwych, która dzieje się na długo przed tym, zanim ktokolwiek założy mundur i wyjdzie na łono natury ze strzelbą.
Czynna ochrona to przede wszystkim dbanie o to, by zwierzyna miała co jeść tam, gdzie jest jej dom, a nie na polach rolników. Myśliwi spędzają setki godzin rocznie na uprawie poletek zaporowych i pasów zaporowych w głębi kniei. To nie są przypadkowe zagajniki, ale starannie zaplanowane uprawy owsa, kukurydzy, topinamburu czy jarmużu, które mają jeden strategiczny cel: zatrzymać jelenie, sarny i dziki w lesie. Dzięki temu zwierzęta znajdują wysokowartościowy pokarm w naturalnym schronieniu, co drastycznie ogranicza konflikty na linii człowiek-rolnictwo. To realna inwestycja prywatnych środków finansowych i czasu kół łowieckich w to, by dzikie zwierzęta nie kończyły jako ofiary wypadków na drogach, desperacko szukając pożywienia w pobliżu ludzkich siedzib.
W tym miejscu warto obalić jeden z najczęściej powtarzanych mitów, jakoby budowa lizawek, paśników czy podsypów była formą „wabienia zwierzyny pod lufę”. Dla każdego, kto zna Zasady Etyki Łowieckiej oraz obowiązujące prawo, takie stwierdzenie jest po prostu absurdalne. Zgodnie z oficjalnym Zbiorem Zasad Etyki i Tradycji Łowieckich przy paśnikach i lizawkach się nie poluje – to strefy ochronne, leśne azyle. Lizawka, czyli drewniany słupek z kostką soli zasobną w minerały, to w rzeczywistości leśna apteka. Dostarcza ona sodu i innych mikroelementów niezbędnych do prawidłowego rozwoju organizmu, budowy poroża u samców czy laktacji u samic. Z kolei paśniki i podsypy dla bażantów czy kuropatw to stołówki ratujące życie podczas ekstremalnych zim. Gdy gruba warstwa lodu i śniegu odcina dostęp do naturalnego żeru, to właśnie interwencja myśliwego decyduje o tym, czy populacja przetrwa do wiosny.
Niezwykle ważnym elementem wzbogacania łowisk jest również tworzenie tzw. remiz śródpolnych i leśnych, co często odbywa się w ścisłej współpracy z miejscowymi nadleśnictwami. Leśnicy i myśliwi wspólnie wyznaczają miejsca, w których warto wprowadzić biogrupy krzewów i drzew owocowych, takich jak dzika jabłoń, grusza, jarząb czy tarnina. Te małe enklawy zieleni, sadzone rękami myśliwych pod nadzorem specjalistów z Lasów Państwowych, stają się naturalnymi spiżarniami nie tylko dla zwierzyny płowej, ale przede wszystkim dla ptaków śpiewnych i owadów zapylających. To dowód na to, że nowoczesna gospodarka leśna i łowiecka to naczynia połączone, których wspólnym celem jest zdrowy i różnorodny biologicznie las.
Szczególnym i najbardziej dramatycznym przykładem tej cichej służby jest okres sianokosów, który dla wielu nowo narodzonych zwierząt bywa bezlitosnym wyrokiem. Koźlęta sarny, kierowane instynktem, kładą się nisko w wysokiej trawie, wierząc, że kamuflaż je ocali. W starciu z nowoczesnymi, szybkimi kosiarkami nie mają żadnych szans. To właśnie myśliwi, często bladym świtem, ruszają na łąki z psami lub dronami wyposażonymi w kamery termowizyjne, by odnaleźć i wynieść młode w bezpieczne miejsce przed wjazdem ciężkiego sprzętu. To praca wykonywana bez błysku fleszy, motywowana wyłącznie chęcią ocalenia nowego życia, które bez tej pomocy zostałoby zmielone przez stalowe noże maszyn.
Równie ważnym, choć mało medialnym aspektem czynnej ochrony, jest walka z drapieżnikami inwazyjnymi. Gdy słyszymy o ochronie rzadkich ptaków lęgowych, musimy pamiętać, że bez aktywnej redukcji takich gatunków jak norka amerykańska, jenot czy szop pracz, wiele rodzimych gatunków po prostu zniknie z naszego krajobrazu. Te obce gatunki nie mają u nas naturalnych wrogów i sieją spustoszenie w gniazdach. Myśliwy w tym układzie pełni rolę kogoś, kto przywraca zachwianą równowagę i naprawia zerwane ogniwa łańcucha pokarmowego w środowisku, które my jako ludzie nieodwracalnie przekształciliśmy.
Prawdziwa ochrona przyrody nie polega na stawianiu płotów i biernym przyglądaniu się, jak natura przegrywa z cywilizacją. To bycie odpowiedzialnym gospodarzem, który potrafi przewidywać zagrożenia i reagować na nie z wyprzedzeniem. To codzienna, ciężka praca z łopatą, siekierą i workiem ziarna w ręku. Wszystko to dzieje się z głębokiego szacunku do dzikiego dobra, które jest naszą wspólną spuścizną. Bez aktywnego wsparcia ze strony myśliwych wiele zjawisk, którymi dziś zachwycamy się podczas leśnych spacerów, mogłoby stać się jedynie smutnym wspomnieniem w podręcznikach do biologii. Las potrzebuje opieki, a ta opieka wymaga wiedzy, poświęcenia i przede wszystkim – czynnego działania.
Autor: Szorstki