Ten artykuł nie powstał przy biurku z nudów. Napisaliśmy go po tym, jak pies naszego bliskiego kolegi, korzystając z chwili rzekomej wolności, zniknął w gęstwinie i wplątał się we wnyki. To traumatyczne wydarzenie uświadomiło nam, że o bezpieczeństwie czworonogów w kniei mówi się albo za mało, albo w sposób zbyt łagodny. Chcemy Was ostrzec, zanim będzie za późno.
Dla wielu z nas las to synonim niczym nieskrępowanej wolności. Miejsce, w którym w końcu można odpiąć smycz, wziąć głęboki oddech i pozwolić psu nacieszyć się naturą. Jednak to, co dla nas jest chwilą relaksu, dla mieszkańców lasu bywa walką o przetrwanie, a dla naszych czworonogów – śmiertelną pułapką. Często zapominamy, że las nie jest miejskim parkiem, lecz domem dzikich zwierząt, w którym obowiązują twarde zasady – również te spisane w Kodeksie Wykroczeń. Zgodnie z prawem, puszczanie psa wolno w lesie jest zakazane, a złamanie tego przepisu może skończyć się wysokim mandatem. Nie jest to jednak wymysł urzędników, lecz troska o ekosystem, w którym nawet najgrzeczniejszy pupil staje się w oczach sarny czy zająca groźnym drapieżnikiem. Wokół spacerów z psem narosło wiele mitów, ale to nie one są w lesie najgroźniejsze. Prawdziwym niebezpieczeństwem nie jest człowiek z bronią, lecz natura, która w starciu z psem bywa bezlitosna. Najczęstszym scenariuszem tragedii jest spotkanie z dzikami. Dla lochy prowadzącej młode – tzw. pasiaki. W tym przypadku Twój pies nie jest „towarzyszem spaceru”, lecz agresorem, którego trzeba wyeliminować. Puszczony luzem pupil, gdy tylko poczuje adrenalinę i strach po spotkaniu z watahą, instynktownie szuka ratunku u swojego pana. W efekcie przyciąga rozwścieczoną lochę prosto pod Twoje nogi. To sytuacja, w której smycz mogłaby uratować życie obu stronom, a jej brak zamienia spacer w krwawą jatkę. Niestety, zagrożenie czai się też tam, gdzie na pierwszy rzut oka nic nie widać. Przekonał się o tym boleśnie nasz redakcyjny kolega, którego pies wplątał się we wnyki. To brutalne przypomnienie, że w lesie wciąż można natknąć się na pozostałości kłusowniczej działalności. Stalowa linka nie wybiera ofiary – zaciska się tak samo bezlitośnie na cewce sarny, jak i na szyi ulubieńca, który w ułamku sekundy traci szansę na ratunek. Takie zdarzenia kończą się tragicznie, a widok cierpiącego przyjaciela, którego nie możemy sami uwolnić ze stalowego uścisku, zostaje pod powiekami na zawsze. W całym tym sporze o obecność psów w lesie uderza często przedziwna, wręcz bolesna hipokryzja części właścicieli. Znamy historie osób, które na co dzień głośno krzyczą o empatii, nazywając myśliwych mordercami czy zwyrodnialcami tylko dlatego, że ci realizują ustawowy plan gospodarki łowieckiej. Ci sami ludzie potrafią z dumą i rozczuleniem opowiadać, jak ich pies „uroczo” przyniósł im w pysku przerażonego jeża. Nawet jeśli tym razem zwierzę miało szczęście i przeżyło, to ilu jest takich właścicieli, których psy bez litości zagryzają napotkaną zwierzynę? Taka postawa to szczyt braku logiki i moralny absurd. Jeśli potępiasz regulowany odstrzał, a jednocześnie pozwalasz własnemu psu na sianie brutalnego spustoszenia w naturze w imię jego „rozrywki”, to Twoja empatia jest zwykłym oszustwem. Stres i cierpienie jeża czy śmierć młodego zająca w pysku psa to taka sama strata dla przyrody jak każde inne nielegalne działanie, a odpowiedzialność za to spada wyłącznie na właściciela, który z uśmiechem odpiął smycz. Smycz w lesie nie jest więc ograniczeniem swobody, ale najważniejszą polisą ubezpieczeniową, jaką możemy wystawić swojemu psu, i jedynym dowodem naszej prawdziwej, a nie tylko deklarowanej miłości do natury. Jeśli chcemy dać psu więcej przestrzeni do węszenia, zainwestujmy w długą linkę treningową. Dzięki niej pies może swobodnie eksplorować teren, a my zachowujemy nad nim pełną kontrolę. To proste rozwiązanie chroni nas przed mandatami, dziką zwierzynę przed niepotrzebnym stresem i śmiercią, a przede wszystkim naszego psa przed tragicznym w skutkach spotkaniem z dzikiem czy ukrytymi w trawie sidłami. Pamiętajmy, że dzikie dobro to odpowiedzialność, którą bierzemy na siebie za każdym razem, gdy przekraczamy linię drzew. Zanim więc następnym razem z dumną miną wypowiesz wojnę „złym myśliwym”, spójrz na swojego psa biegającego luzem po zagajniku. Czy naprawdę kochasz naturę, czy po prostu lubisz patrzeć, jak Twój „kanapowy wilk” bezkarnie ją niszczy, podczas gdy Ty udajesz, że nie widzisz krwi na jego pysku?
Autor: Szorstki